piątek, 26 października 2012

Prolog

Obietnice...Wielu w nie wierzy mimo, że ponad 80% to kłamstwa, 15% to przyrzeczenia niemożliwe do spełnienia, a jedyne 5% to prawdziwe i szczere słowa. Ale jednak wielu wierzy, a raczej chce wierzyć.Robią to ze strachu, by uciec od rzeczywistości. Dają się zwodzić ,że wszystko jest dobre i sprawiedliwe. Niestety w prawie wszystkich przypadkach dosięga ich brutalna prawda. Ja nie byłam wyjątkiem.
Do dziś, po wielu latach za każdym razem gdy zamknę oczy dopadają mnie koszmary przeszłości. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę ukojenie. Może kiedyś uda mi się odnaleźć mój dom gdzie ktoś będzie mnie kochał. Jednak im dłużej o tym myślę, dochodzę do wniosku, że ludzie są okrutni i bezlitośni, nie potrzebują miłości, ja także nie. Nie po tym co mi zrobili, co On mi zrobił...

Rok 1989, Londyn, Anglia.
Był piękny Grudniowy poranek. Chodnik przysypany śniegiem, jezioro skute lodem, drzewa oprószone jak ciastka na choinkę, wschodzące słońce gdzieś w oddali . W ten uroczy krajobraz wpatrywała się białowłosa
dziewczynka, co chwilę przecierając zaparowaną szybę okna. Do malutkiego pokoiku weszło inne dziecko.
- Ktoś do ciebie, Siwa. Czeka na zewnątrz.- Powiedziało piskliwym głosikiem i już go nie było.
Owa ''Siwa'', szybko zeskoczyła z parapetu i pobiegła do wyjścia z sierocińca. Ucieszyła się na tę wiadomość, bowiem czekała na ten dzień. Nie byle jaki zresztą, dziś były jej urodziny. Tak, dwudziesty-trzeci Grudnia miał być wyjątkowy. Co miesiąc, począwszy od Stycznia niejaki Quillsh Wammy zabierał ją na cztery dni do sierocińca "Wammy`s House". Były to radosne dni. Dowiedziała się iż pomimo, że miała tylko trzy lata, już posiadała zadatki do dostania się do tego sierocińca dla najbardziej uzdolnionych dzieci. Żeby się tam jednak znaleźć musiała przejść testy odpowiednie dla jej wieku. Quillsh za każdym ich spotkaniem bardzo ją chwalił. Mówił, że na pewno ją wybiorą bo miejsce było jedno, a jedynym kandydatem jest ona. Dziewczynka zmieniła się nie do poznania. Ze smutnej, nieśmiałej i małomównej stała się wesoła i serdeczna. Na ostatnim spotkaniu solennie jej przysiągł iż, już zawsze będzie się nią opiekował i nie pozwoli jej skrzywdzić. Białowłosa uwierzyła w siebie, teraz była pewna, że ją przyjmą.
Zbiegła po schodach zgrabnie omijając dziury w nich. Wyjrzała przez okno i zobaczyła go. Stał na schodach. Uradowana narzuciła na siebie za duży, połatany płaszcz oraz wysłużone trampki. Gdy wyszła na zewnątrz uderzył ją podmuch rześkiego wiatru, zwiastującego coś szczególnego, coś co zmieni na zawsze jej życie. Uśmiechnęła się do mężczyzny, nie odwzajemnił gestu.
- Witaj Li*, mam dla ciebie wieści.- Rzekł Quillsh.
- Dzień dobry panie Wammy. Jestem szczęśliwa, że będę mogła zamieszkać w Wa...
- Nie dostałaś się do naszego sierocińca.- Przerwał jej.
- Ale jak to?- Spytała białowłosa. Nic z tego nie rozumiała.
- Ktoś inny zajął twoje miejsce i myślimy, że będzie bardziej odpowiedni niż ty.- Przez cały czas mówił poważnym tonem, takim bezuczuciowym, wręcz grobowym.
- Ale kto to? Przecież mówił pan, że jestem tylko ja.
- Nie wolno mi powiedzieć. Żegnaj Li, już się pewnie nie zobaczymy.- Podszedł do swojego czarnego samochodu, wsiadł i odjechał. Tak po prostu opuścił ją. Odszedł zostawiając ją samą ze sobą przeciwko światu.
- Ale przecież mi pan obiecał...

Mijały lata. Li znów stałą się markotna. W tym czasie w jej sierocińcu zmienił się dyrektor. Dzieci głodowały a nowa kadra zaczęła je bić, poniżać a nawet gwałcić. Teraz one sprzątały cały budynek. W zimowe, mroźne dni, zamiast siedzieć przy ciepłym kominku, one odśnieżały podjazd. W letnie i upalne - kosiły trawniki. W święta też nie było taryfy ulgowej, nadal szorowały podłogi, robiły pranie i zmywały. Wszystkie zabawki zostały sprzedane. Nie dostawały żadnych lepszych ubrań ani nawet leków. Często po ciężkim dniu pracy mdlały z wycieńczenia.
 Gdy białowłosa miała czternaście lat i stanęła w obronie swojej przyszywanej siostry, czteroletniej Di**, pijany "pracownik" sierocińca połamał jej pięć żeber i obojczyk rzucając nią o ściany. Leżała całą noc a dopiero rano przyjechała karetka pogotowia. Lekarze cudem ją odratowali. Rok trwało śledztwo w tej sprawie. Wytoczono proces sierocińcowi i go zamknięto. Wszystkie dzieci zostały poprzenoszone do innych ośrodków w Anglii, prócz jednego. Tak, Li uciekła. Miała piętnaście lat, trochę pieniędzy skradzionych dyrektorowi i postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Na początku jej szukano. Musiała być ciągle w ukryciu, spała i jadła w najtańszych motelach. Gdy sprawa przycichła zaczęła łapać się każdej pracy. Pracowała jako kasjerka w sklepie, rozdawała ulotki, sprzedawała gazety oraz to co chciała robić od zawsze - śpiewała. Na początku na ulicy, potem w jakichś marnych klubach, ludzie zaczęli ją zauważać. Zrobił to także organizator Londyńskiego festiwalu muzycznego. Robiła tam za chórek. Na następnym wystąpiła solo. Jej występ spodobał się wytwórni muzycznej, nagrała płytę. Jej kariera nabierała tępa. Miała osiemnaście lat gdy podpisała kontrakt z angielską wytwórnią w Japonii. Została tam jedną z lepszych piosenkarek. Zmieniła imię i nazwisko. Zaczęła ćwiczyć sztuki walki, jeździć konno, malować, tańczyć, grać w filmach. Stawała się coraz sławniejsza. Odnalazła i zaadoptowała Di, zmieniła jej dane osobowe. Obiecała sobie, że już nigdy nie będzie biedna, choćby miała pracować do upadłego. Teraz to ona przejęła stery i nie pozwoli by coś im się stało...
 ***
 * "Li" to pseudonim z sierocińca białowłosej tak samo jak "Siwa".
** "Di" - pseudonim 'siostry' Li.
Oto wprowadzenie do opowiadania,  jest potrzebne bo na tych zdarzeniach będzie bazowała cała historia. Przepraszam też za błędy, szczególnie te interpunkcyjne.